Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Say. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Say. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 lipca 2016

Od Saya- C.D Minori

Zaśmiałem się trochę nerwowo, z takim samym odczuciem przeczesałem włosy.
- Naturze, ta... - mruknąłem cicho - Koniec na pewno, nie z tą raną... Ja się wyleczyłem, ale ty chyba nie potrafisz tak szybko, nie? Nie miałem okazji zgłębić wiedzy o demonach...
Kłamałem. Wiedziałem więcej, niż sądziła, ale chciałem podtrzymać rozmowę...
Kiwnęła głową.
- Trochę mi zajmie, ale zdarzało mi się mieć gorsze rany, z których wylizywałam się o wiele szybciej, niż ludzie, więc to też szybko się zagoi.
- Ale pójdziemy do Willisa.
- Co?
- Willisa. Thomas Willis. Jest naszym szkolnym lekarzem - wyjaśniłem. Powiedziała mi o tym Sandra - z otwartą złośliwością - jakby cokolwiek się stało. Jakby to przewidziała... w sumie mogła. Na pewno zna smak krwi camini, wie, jaki jest kuszący.
- Nie potrzebuję lekarza.
- Ale potrzebujesz porządnych opatrunków, a nie tego czegoś,co sobie zrobiłaś - wskazałem jej brzuch.
<Minori?>
Nie będę prowadzić dyskusji Saya i Minori, jeśli nie wiem, co Minori ma do powiedzenia xD

środa, 13 lipca 2016

Od Say - C.D Minori

- Ałaaaaa - jęknąłem, zwijając się na ziemi i przyciskając ręce do brzucha - To boliii!
- Ma boleć! - rzuciła zdyszana. Cholera, powinienem był jednak wyjść, camini ma zbyt kuszącą krew, do cholery! Dobrze,że strzeliła, nie winił jej za to. Gdyby ją ugryzł,źle by się to dla niego skończyło. Zaraz po przyjeździe Sandra dosadnie wyjaśniła konsekwencje zaatakowania innego ucznia w celach żywieniowych i nie spodobały mi się. Na szczęście... ból przywrócił mi świadomość.
- Ale nabój mógł chociaż przejść na wylot! - wyjęczałem, czując, jak zrastająca się rana cofa srebrny pocisk - To mniej bolesne!
Po kilku sekundach wypadł mi na dłoń. Dalej leżąc na boku, wytarłem go w i tak zakrwawioną koszulkę i schowałem do kieszeni spodni. Potem usiadłem i spojrzałem na skuloną pod ścianą camini. Czarną koszulką zakrywała stanik, więc błyskawicznie odwróciłem wzrok zarumieniony.
- Zaraz wrócę - wydusiłem i wampirzym tempem uciekłem z sali. W ciągu kilkunastu sekund znalazłem się w łazience swojego pokoju, gdzie za lustrem ukryte były torebki krwi. Wypiłem dwie z nich, dla poprawienia kontroli i z faktu postrzelenia srebrnym pociskiem. Wyjąłem nabój z kieszeni, opłukałem go i postawiłem na szafce nocnej obok łóżka. Niech ze mną zostanie. Będzie mi przypominać, jak łatwo tracę kontrolę i że jednak nie bez powodu tu trafiłem. Wyjąłem z szafy t-shirt, w który się przebrałem, i drugi, czarny, który zamierzałem dać Minori. Poszedłbym do jej akademika i wziął jej własny, ale pewnie pokój ma zamknięty, poza tym współlokatorki i nie wiem, które ubrania są jej... Westchnąłem. Naprawdę muszę się ogarnąć.
Już wolniejszym tempem wróciłem na salę, by dziewczyna zdążyła dokończyć opatrywanie, ale zatrzymałem się w progu dla pewności i spytałem:
- Mogę wejść?
Nie musiałem krzyczeń, mój głos poniósł się echem po wielkiej sali.

wtorek, 12 lipca 2016

Od Saya - C.D Minori

Krew... zdecydowanie lepsza od zmiennokształtnych, lepsza od ludzkiej, a co z magami? Lepsza od magicznej? Ściągnąłem dziewczynę z powrotem, czując, że moje oczy robią się jaśniejsze, jak to zazwyczaj, gdy czuję pragnienie. Ale piłem przecież, ten trening mnie tak zmęczył?! Cholera... Spojrzałem na brzuch dziewczyny, po czym zamknąłem oczy i zacisnąłem zęby, by powstrzymać wydłużające się kły. Nie może zobaczyć oczu. Ani kłów. Ale oczy są nawet straszniejsze od kłów. Widziałem kiedyś się w lustrze, jak wyglądałem spragniony. Oczy wręcz się świecą na żółto. Nie jest to te złoto, które widzą wszyscy na co dzień. To okropna, przerażająca żółć.
- Say? - odezwała się niepewnie camini - Coś się stało?
- Nie, nic, nic... Znaczy tak! - otworzyłem oczy, wiedząc, że kolor już się poprawił i są normalniejsze - Stało się zranienie! - uśmiechnąłem się szeroko, ale zaraz potem przestałem się uśmiechać - To nie powód do śmiechu. Trzeba to oczyścić i zabandażować albo zakleić. Gdzie jest apteczka?
Zlustrowałem ściany pomieszczenia, aż zauważyłem na ścianę skrzynkę z czerwonym krzyżem. Błyskawicznie ja wziąłem i wyciągnąłem potrzebne rzeczy.
- Sama się umiem... - zaczęła Minori, ale jej przerwałem.
- Ja cię zraniłem, więc to moje zadanie - powiedziałem, odkorkowując butelkę z wodą utlenioną, a oczami szukając gazy, którą mógłbym zmoczyć... a potem znieruchomiałem - Z drugiej strony to całkiem wysoko ciąłem, musiałabyś zdjąć koszulkę, więc może jednak sobie wyjdę i sama się opatrzysz... - odwróciłem wzrok speszony.
<Minori? xD>
Ty zły człowieku,znasz Saya a tyle dobrze, ze wiedziałaś, o co mi chodzi XD

poniedziałek, 11 lipca 2016

Od Saya - C.D Minori

Poszedłem do pokoju, gdzie spod łóżka wyjąłem rapier o czarnej rękojeści i równie czarnej pochwie oraz wakizashi o tych samych barwach. Spokojnie przypiąłem bronie do pasa, po czym rozejrzałem się, mając wrażenie, że o czymś zapomniałem... wzruszyłem ramionami. Trudno. Kiedyś sobie przypomnę. Może. Wyszedłem przed budynek, gdzie Minori wymachiwała swoim ostrzem tak, że nie umiałem mu się przyjrzeć...
- Wiem! - krzyknąłem nagle, a ta spojrzała zaskoczona.
- Co?
- Przypomniałem sobie! - wyszczerzyłem się - Zaraz wracam.
Popędziłem do pokoju, znalazłem swój plecak i wydobyłem nóż motylkowy. O nim zapomniałem. Miałem go wydobyć zaraz po przybyciu, ale mi umknęło... Wróciłem do camini. Ta zerknęła na mnie, zaprzestając wymachiwania.
- Znasz jakieś miejsce? - uśmiechnęła się lekko, na co odpowiedziałem kiwnięciem.
- Słyszałem, że mają tu salę gimnastyczną, czy raczej treningową, przeznaczoną do walki białą bronią - powiedziałem - Obok też jest strzelnica, ale do broni palnej, nie łuku. Tylko trzeba znaleźć jakiegoś nauczyciela, żeby pokazał, gdzie to jest, bo nie miałem okazji tam trafić.
Rozejrzałem się. Gdzie można szukać nauczycieli? Usłyszałem szelest niedaleko.
- Tam ktoś jest! - zawołałem uradowany i pobiegłem ludzkim tempem, wyczuwając, jak Minori mnie goni - Panie profesooorzeeee! - wydarłem sięna widok zmierzającego do bloku głównego czarnowłosego mężczyzny. Ten spojrzał chłodno.
- Coś się pali, że tak krzyczysz? -spytał, gdy zatrzymałem się przed nim, a zaraz obok mnie dziewczyna.
- Nie, ale ja pałam chęcią walki! - uśmiechnąłem się szeroko - Gdzie jest sala treningowa?
- Na dole - wskazał spokojnie drzwi wejściowe do bloku.
- Dziękuję! - ruszyłem do środka, ale zatrzymałem się przed wejściem i otworzyłem drzwi - Wyżsi rangą i panie przodem.
<Minori?>
No przepraaaaszam :< Ale masz długą odpowiedź, wciągnęłam przy okazji Latresa. Jeśli zamierzasz opisać walkę, to zrób tak, żeby Say ją zranił troszkę :3 (poza tym salę teżmożesz opisać,pójdzie do realiów xD)

Od Saya - C.D Minori

Pokręciłem głową, odmawiając.
- Najadłem się wcześniej, nie tylko jabłek. Teraz pora na moją wersję treningu, prawda? - wyszczerzyłem się, a ta skinęła, pożerając już drugą połówkę, której nie chciałem. Mogłem wziąć rapier albo bastard ze sobą, a tak to muszę wracać...
- Zostawiłem miecz w pokoju. A ty masz swoją kosę przy sobie... - zlustrowałem dla pewności, jakby wcześniej umknęła mi broń o długości półtorej metra - czy też w akademiku?
<Minoriś?>
Jeszcze krócej, niż miało być, ale nie wiem, co mam napisać, bo chyba przy sobie broni nie ma XD

Od Saya - C.D Minori

Spojrzałem zaciekawiony na ogon za jej plecami, po czym uśmiechnąłem się szeroko.
- Oczywiście. Tylko pójdę po jabłka... Poczekaj tutaj - w wampirzym tempie wróciłem do sadu, zdjąłem koszulę i zrobiłem z niej prowizoryczny worek na owoce, po czym napełniłem go. Czułem, ze jest na tle ciężki, że Minori mógłby ciążyć... chyba tyle wystarczy na trening... Wróciłem szybko i pokazałem - Powinno starczyć. Prowadź - stwierdziłem, a ta pokiwała z zapałem głową i ucieszona w podskokach ruszyła przed siebie. Poszedłem za nią, mając przed sobą zielono-niebieską postać. Pachniała całkiem kusząco, ale byłem najedzony tak bardzo, że nawet nie miałem ochoty jej ugryźć. Po chwili dziewczyna zatrzymała się, a ja zobaczyłem, że wylądowaliśmy na sporej polanie, dość mocno nasłonecznionej, ale przemilczałem ten drobny problem. Na razie wytrzymam, czego się nie robi dla znajomości... Stanąłem na razie w cieniu, gdy Minori zatrzymała się trochę dalej, i oparłem się o drzewo i odsupłałem koszulę, wysypując jabłka na trawę. Niebezpiecznie byłoby przebywać na słońcu bez ubrania...
- Właściwie to wytłumacz, co mam robić? Bochyba nie zrozumiałem. I mam nadzieję,ze te Twoje strzały nie są srebrne...
<Minori?>Eh, znowu krótko.Muszę się wciągnąć z powrotem...

niedziela, 10 lipca 2016

Od Saya - C.D Minori

"Rok szkolny" jeszcze się nie rozpoczął, więc właściwie nie miałem, co robić. Dotarłem na miejsce kilka dni wcześniej z całym takielunkiem, zawierającym ciuchy, gitarę, inne skarby i awaryjnie torebkę krwi, którą zaraz po ulokowaniu się w pokoju wypiłem. Pogoda mi sprzyjała, nie było upalnie, chociaż chmur to nie za bardzo widziałem. Ludzi tak samo brak. Znaczy no... ludzi... uczniów.Albo uczennic. Przez ten spokój, który mnie trochę rozstroił, nie chciałem nawet pograć na gitarze albo powymachiwać bronią, którą też zabrałem... a taki fajny mam miecz... Może znajdzie się tu jakiś partner do sparingów?
Nie lubiłem słońca z natury, ale lubiłem przebywać na zewnątrz, dlatego też wybrałem się do parku, prześlizgując się na boso po cieniach, aż dotarłem między drzewa. Powąchałem powietrze i poczułem zapach owoców... Sad? Tak, to sad. Po kilku minutach znalazłem się miedzy drzewami owocowymi, trochę dalej wyczuwałem ogródek; maliny, jagody, poziomki. Mniam... Zjadłem kilka czereśni i zainteresowałem się krzakami w ogrodzie, w szybkim tempie ogołacając jeden z nich z jagódek. Potem zerwałem jabłko, zamierzając zachować je na później, i poszedłem z powrotem... ale zrezygnowałem z powrotu do budynku i rozłożyłem się na trawie, podrzucając jabłko w górę i bez problemu łapiąc je, chociaż w ten sposób ciężko byłoby człowiekowi wyczuć odległość. (Próbowaliście kiedyś rzucać czymś na leżąco, prosto w górę? Trudne XD - Aru). Minęły kolejne minuty, gdy wyczułem nieznajomy zapach - istoty żywej, ale żadnej z dotąd spotkanych. Przynajmniej nie wilkołak...
Spojrzałem na dziewczynę, która stanęła niedaleko, opuszczając smutno kocie uszy... jakie kocie uszy? Zmarszczyłem brwi, przestałem podrzucać owocem.
- Masz jabłuszko... - odezwała się smutno. Potem się dowiem, czemu ma uszy i koci ogon... teraz się uśmiechnąłem.
- Chcesz? Ja już się najadłem.
Pokiwała z zapałem głową, usiadłem po turecku i rzuciłem jej, uważając, by nie zrobić tego zbyt mocno.
<Minori?>

piątek, 8 lipca 2016

Teoretycznie możesz być wolny. Praktycznie jesteś uwięziony przeszłością


Imię: Say
Nazwisko: Aruccio
Płeć: mężczyzna
Rasa:  Wampir
Wiek: 354 lata
Wygląd: Say jest średniego wzrostu wampirem o wyglądzie dwudziestoczterolatka. Ma średniej długości, sięgające trochę przed ramiona, włosy koloru ciemnobrązowego. Oczy w przeciwieństwie do włosów, są jasne, miodowe. Wampir jest prawie zawsze uśmiechnięty i nastawiony do wszystkich przyjaźnie, jednak zdarzają mu się napady, kiedy chce udawać złego, cynicznego wampira..
Charakter: Say jest z natury przyjacielski, do wszystkich się uśmiecha. Jeśli ktoś go obrazi lub zdenerwuje, to jest w stanie utrzymać miły uśmiech, nawet mówiąc niemiłe rzeczy. Jest otwarty i głośny, zazwyczaj chętnie przyjmuje wyzwania. Pod tą przykrywką beztroskiego wampira kryje się osoba planująca i obmyślająca różne plany (nie zawsze złe). Nie lubi o czymś nie wiedzieć, co sprawia, że jest ciekawski.
Historia: Say urodził się we Włoszech jako syn bogatego mieszczanina. W wieku dwudziestu paru lat poznał Justusa, czarnowłosego mężczyznę, który stał się jego przyjacielem… czy kimś takim. Elementem być może znaczącym jest fakt, że sypiali ze sobą, jednak nie z miłości. Say nie zamierzał nic takiego robić, ale Justus go… namówił. Pozostali przyjaciółmi do końca- nawet do chwili, gdy chłopak się dowiedział, że Jus nie jest człowiekiem. Co prawda było wtedy sporo paniki, ale w końcu się pogodzili. Po jakimś czasie Say bardzo chciał stać się wampirem… i namówił przyjaciela, by ten go zmienił.
Gdy narodził się jako nieśmiertelny, znalazł Justusa jako kupkę popiołu na kanapie.
Próbował się przystosować do życia jako krwiopijca, aż w końcu znalazł go inny wampir i mu pomógł. Żyli wspólnie, dopóki Say nie dowiedział się o miejscu zwanym Akademią Tenebris- i postanowił się do niej udać z czystej ciekawości.
Rodzina: brak, chyba, że liczyć stwórcę, Justusa Sawdarka
Klasa: 1 klasa
Pokój: 1
Partner: -
Właściciel: Aruccio
Kontakt: arleni@o2.pl; Howrse Aruccio